 Na pieniądze z UE czeka prawie 400 projektów związanych z ochroną środowiska. Do wzięcia jest blisko 4,5 mld euro. Nadal, jednak nie wiadomo, do kogo popłyną. Chodzi o pieniądze z Programu Operacyjnego "Infrastruktura i środowisko" - największego planu inwestycyjnego w Unii do roku 2015. Za nie mają powstać między innymi tysiące kilometrów autostrad i dróg ekspresowych, lotniska, nowe oczyszczalnie oraz wysypiska. W sumie do wydania z UE jest blisko 28 mld euro.
Pieniądze mają pójść na tzw. projekty kluczowe przyjęte przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego (MRR) - to inwestycje strategiczne dla państwa, które miały dostać unijne euro bez konkursów. Lecz jest problem z kasą na projekty ekologiczne. Miesiąc temu "Gazeta" opisywała zamieszanie, jakie wybuchło, kiedy okazało się, że lista zgłoszona przez Ministerstwo Środowiska jest tak szeroka, że znacznie przekracza to, co trafi do nas z Unii. Samorządy wystraszyły się, że stracą pieniądze, które włożyły w przygotowanie unijnych inwestycji w oczyszczalnie i kanalizację. Przykładem są Katowice. Samorząd tego miasto chciał wybudować nową kanalizację za ponad 300 mln euro. Niestety, bez środków unijnych ten projekt nie ma szans. Arkadiusz Godlewski (PO), wiceprezydent miasta martwił się tym, że w tym mieście rozpoczęto już projektowanie sieci, a za samo przygotowanie całej dokumentacji będzie trzeba zapłacić 12 mln zł. MRR odesłało listę z powrotem do resortu środowiska - ten miał wybrać te, które są priorytetowe. W efekcie na liście jest aż 397 projektów, z czego aż 210 to rezerwowe. Grażyna Gęsicka, minister rozwoju mówi: "Tak naprawdę wszystkie projekty z listy mają znaczenie strategiczne. Ale poprosiliśmy, by resort środowiska wybrał z nich te "bardziej kluczowe". W sumie zgłoszone projekty miałyby kosztować ponad 13,7 mld euro. Przy założeniu, że samorząd pokrywa 40 proc. kosztów inwestycji, a resztę bierzemy z pieniędzy unijnych, do szufladki "środowisko" Unia musiałaby nam dołożyć 7,7 mld euro. A jest o ponad trzy miliardy mniej. Gdyby unijnymi miliardami obdzielić wszystkie zgłoszone projekty, samorządy z własnej kieszeni musiałyby pokryć aż 70-80 proc. kosztów inwestycji. Dla większości gmin jest to wydatek zbyt duży. Największa konkurencja jest w projektach związanych z gospodarką wodno-ściekową: 94 spośród nich znalazło się na liście podstawowej i aż 192 w rezerwie. Wśród projektów rezerwowych MRR chce dokonać dodatkowej selekcji. - Chcemy wybrać te, które będą najlepiej przygotowane do realizacji - mówi Gęsicka. Ale po co lista rezerwowa, skoro pieniędzy i tak nie starczy? MRR przekonuje, że projekty z listy rezerwowej też mają szanse na dotacje z Unii. - Część inwestycji z listy podstawowej być może trzeba będzie skreślić. Widzimy, że część z nich na razie nie spełnia wymaganych kryteriów - mówi wiceminister środowiska, Agnieszka Bolesta. Jerzy Kwieciński, wiceminister resortu rozwoju regionalnego uważa, że lista podstawowa jest pewną obietnicą, lecz nie gwarancją. Dodaje: "Nie ukrywajmy, część projektów jest w proszku. Jeśli nie będą odpowiednio przygotowane, pieniądze do nich nie trafią ". Różnica jest taka, że ci, którzy znaleźli się na liście podstawowej, o ile są przygotowani (np. mają pozwolenia na budowę), mogą podpisywać tzw. pre-umowy oraz mogą liczyć na zwrot wydanych pieniędzy na przygotowanie projektu. natomiast, reszta musi liczyć na łut szczęścia. Na tym nie koniec zamieszania, gdyż oba resorty mają swój punkt widzenia, jak oceniać projekty. MRR bardziej przychyla się do dużych projektów, które choć skomplikowane, mają tzw. duży efekt ekologiczny. Z kolei resort środowiska uważa, że ważniejsza jest nie wielkość, a szybkość realizacji projektów. Kto ma rację?
Źródło: gazeta.pl
|